sobota, 3 września 2016

Oldenlitz, Fontanna Drętwej Wody.

W roku AS1111, gdy jednocześnie w kilku miastach na Wschodzie wybuchła zaraza, rozszerzając się nieubłaganie na Zachód, nadszedł dzień sądu dla pogrążonego w dekadencji i zepsuciu Imperium. Najbardziej wysunięte na wschód ziemie Talabecklandu i Ostlandu zostały całkowicie wyjałowione i musiały zostać porzucone. Najmocniej ucierpiały zatłoczone miasta, a zdesperowani władcy podpalali całe dzielnice przy pierwszym przypadku zarazy. Podróżni podejrzani o przenoszenie choroby byli wieszani, a ich ciała palone przez bezlitosnych strażników dróg. Modlitwy do bogów pozostawały bez odpowiedzi, kapłani umierali na swych ołtarzach, podczas gdy szlachta i bogacze opuszczali obszary miejskie, udając się do stosunkowo bezpiecznych majątków na wsi.

Panujący wówczas Imperator Borys Nieudolny nie dbał o los mieszkańców Lenna Sigmara w najmniejszym stopniu. Ukrył się w pałacu w Carroburg i dopuszczał do siebie tylko najbardziej majętnych i urodziwych ze swoich poddanych. Wszelkie myśli o pladze i pokrytych czarnymi wrzodami wieśniaków były daleko stąd. Dworzanie Imperatora śmiali się, pili i czekali na wygaśnięcie ognisk zarazy.

W tym czasie ludność Imperium dziesiątkowała plaga czarnych wrzodów, a stosy trupów piętrzyły się na ulicach miast i osad. Kiedy na północy wydawało się, że sytuacja nie może być już gorsza, stolicę Nordlandu zaatakowali plugawi Zwierzoludzie. Mieszkańcy Salzenmund, którzy zdążyli opuścić oblegane mury miasta ruszyli wówczas ku położonemu w pobliżu klasztorowi Shallyi, by błagać Panią Miłosierdzia o pomoc. Jednak Shallya milczał, śmierć czyhała na każdym kroku i nikt, biedny czy bogaty, nie miał pewności czy następnego dnia nie wyzionie ducha w okropnych męczarniach. 

Wśród uciekających z Salzenmund była grupa podróżujących konno arystokratów, rycerzy i duchownych, którzy znacznie wysforowali się do przodu, a następnie porzucili poddanych i zabarykadowali się w klasztorze, licząc na to, że grube mury i opieka Pani Miłosierdzia ochronią ich przed szalejącym dookoła Chaosem. Gdy Zwierzoludzie grabili i palili wsie położone na otaczających klasztor wzgórzach, grupa przerażonych chłopów i mieszczan zaczęła dobijać się do bram świątyni. Wystraszeni arystokraci w towarzystwie duchownych i zbrojnych rycerzy zeszli do podziemi, gdzie w rozległych piwnicach i spichlerzach mniszki zgromadziły zapasy wystarczające do wykarmienia chorych i pielgrzymów przez kilka tygodni. Ledwie zamknęli prowadzące do podziemi masywne drzwi, ukryte w jednym z budynków gospodarczych, uciekający przed hordą Zwierzoludzi tłum rozbił bramę i wtargnął na teren klasztoru nadaremno szukając schronienia przed uzbrojoną w kły, pazury i pordzewiały oręż cuchnącą mokrym futrem śmiercią. Jednak duchowni i arystokraci dobrze zabezpieczyli ukryte wejście do podziemi, schronieni za grubymi kamiennymi murami nasłuchiwali krzyków mordowanych chłopów, zarzynanych chorych i gwałconych mniszek. Bowiem stado Zwierzoludzi wdarło się w szturmujący klasztor tłum biedaków, powalając i zabijając każdego, kto stanął im na drodze. Krzyki mordowanych i katowanych odbijały się od klasztornych murów przez wiele długich godzin...

Arystokraci, możni rycerze i duchowni spędzili w ukryciu kilka długich dni, umilając sobie niedolę łapczywą konsumpcją zgromadzonych w piwnicach wędlin, konfitur i serów, które popijali przednimi winami i warzonym przez mniszki piwem. Nie brakowało im także wody, bowiem klasztor miał swoje własne studnie, a nawet fontannę zasilaną świętym źródłem. Powiadają zresztą, że moc wody z cudownego źródła z łaski Shallyi chroniła Siostry Pani Miłosierdzia oraz przebywających na terenie klasztoru chorych i pielgrzymów przed czarną plagą. Gdy pełne bólu i cierpienia okrzyki porzuconych na pastwę losu śmiertelnie rannych ucichły na dobre, ocaleni nie bez żalu postanowili opuścić bezpieczne schronienie i nie oglądając się za siebie wrócić do Salzenmund. Jednak otwierające się na zewnątrz drzwi nie chciały ustąpić, a te które otwierały się do wewnątrz po uchyleniu ukazywały nieprzebyty mur złożony z rozbitych kamiennych bloków, połamanych belek i posieczonych ciał...

Prowadzące do podziemi drzwi zostały zatarasowane przez gruz zburzonych murów budynków, strzaskane belki i dziesiątki rozczłonkowanych ciał posieczonych chłopów, chorych i mniszek. I tak bezpieczne dotąd schronienie zmieniło się w więzienie, hladomornę, komorę śmierci głodowej. Ukrytych w podziemiach było zbyt mało, by gołymi rękami rozbić masywne wrota i usunąć blokujący korytarz gruz. I choć z początku uwięzieni próbowali solidarnie utorować sobie drogę, to dzień po dniu zamknięci w lochach, wystawieni na podszepty Mrocznych Bogów arystokraci, duchowni oraz zbrojni rycerze zmieniali się w głodne polujące na siebie nawzajem bestie...

Zapasy jedzenia, wino i piwo wkrótce się skończyło, studnie wyschły i tylko święte źródło biło jak wcześniej... Jednak aura otaczająca zrujnowany klasztor Pani Miłosierdzia mało miała z tym ostatnim wspólnego. Strach, głód, ból i nienawiść były tak mocne, że zasłona Immaterium nie wytrzymała i rzeczywistość została skażona dotykiem Potęg Chaosu. Święte niegdyś źródło zostało skalane, spaczone i zepsute. Woda tryskająca z położonej na dziedzińcu fontanny miast ukojenia zaczęła nieść otępienie i prowadzący do śmierci pełen bluźnierczych wizji sen…

Wiele setek lat później z klasztoru Shallyi pozostała jedynie ozdobiona szkieletami fontanna i choć bijąca ze źródła woda podobno utraciła swe właściwości, to mieszkańcy wzniesionego na wzgórzu Oldenlitz pozostawili wodotrysk jako pamiątkę koszmarnej plagi z roku AS1111 nie domyślając się jednak, prawdziwego horroru który rozegrał się w zapomnianej świątyni Pani Miłosierdzia i skaził to miejsce na wieki...

***
Dziś mam dla szanownego państwa-draństwa zdjęcia Fontanny Drętwej Wody. Jest to drugi ukończony moduł, który wejdzie w skład makiet do miejskiego stołu do Warheim FS. Krótką historię powstania targowiska możecie przeczyta powyżej, a więcej informacji na temat powstawania targowiska znajdziecie na łamach bloga DansE MacabrE.













Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.

wtorek, 15 września 2015

Oldenlitz, Pomnik Magnusa Pobożnego

W AS2302 Stary Świat pogrążył się w szaleństwie wojny, głodu i śmierci. I gdy wydawało się już, że wszystko stracone w Nuln pojawił się człowiek, który wezwał sobie podobnych i powstrzymał nadciagające z dalekiej Północy fale Chaosu.

Na rzucone przez Magnusa Pobożnego wezwanie odpowiedziało wielu staroświatowców, zarówno arystokratów jak i mieszczan, a nawet wolnych chłopów oraz wszelkiej maści awanturników.

Wśród zwolenników Magnusa von Bildhofena znalazł się także Lothard von Oldenlitz, pan na zamku Schwarzemstein. I choć hrabia Lothard z racji podeszłego wieku, wiosną AS2302 skończył bowiem 65 lat, nie mógł wyruszyć na wojnę to przeznaczył czwartą część swego skarbca na zaciąg i wyposażenie zbrojnej chorągwi, na czele której postawił swego jedynego syna Ottona von Oldenlitz.

Niektórzy powiadają, że Otton był krnąbrnym i rozpuszczonym młodzieńcem, który ponad swe obowiązki przedkładał pijatyki ze swymi pochlebcami oraz zabawę z miejskimi murwami i udział w tajemnych zgromadzeniach loży... I choć Otton różnił się od swego szlachetnego ojca Lotharda tak jak słoneczny dzień różni się od ciemnej nocy to wciąż pozostawał jedynym dziedzicem pana na zamku Schwarzemstein i ukochanym synem starego hrabiego von Oldenlitza.

Lothard obawiał się o swojego syna, jednak doradcy i poplecznicy hrabiego umacniali go w podjętej decyzji. Wojna - powiadali – zahartuje młodzieńca, wzmocni jego ducha i ciało oraz sprawdzi lojalność towarzyszących mu pochlebców. Bowiem stronnicy w bezpiecznych murach miasta nie odstępowali młodego hrabiego von Oldenlitz na krok, pijąc, jedząc i bawiąc się na jego koszt.

I tak oto wbrew swej woli, latem AS2302 z Oldenlitz w kierunku Middenheim wyruszył młody hrabia Otton, dziedzic pana na zamku Schwarzemstein, który poprowadził do Miasta Białego Wilka oddział kawalerii, pieszych pikinierów i uzbrojonych w łuki myśliwych.

Powiadają, że Otton von Oldenlitz stoczył u boku Magnusa Pobożnego wiele krwawych bitew oraz zobaczył rzeczy, które śmiertelnika pozbawiły by zmysłów. I tak się też stało. Wielka Wojna z Chaosem odmieniła dziedzica pana na zamku Schwarzemstein, który jako jeden z nielicznych żołnierzy z Oldenlitz miał to nieszczęście i pozostał przy życiu.

Po trzech latach służby w armii Zbawcy Imperium hrabia Otton powrócił do Oldenlitz, a mieszczanie z trudem rozpoznali w nim dziedzica Lotharda. Otton zmienił się, w niegdyś pełnych życia i beztroski oczach pojawił się cień, a na marsowym obliczu jedynie z rzadka pojawiał się uśmiech. Bo i młody von Oldenlitz nie miał zbyt wielu powodów do radości. Większość jego stronników poległa w Kislevie rozszarpana przez demony lub zmieniła się w plugawych mutantów. Bliscy i przyjaciele, których zostawił w zdawałoby się bezpiecznych murach miasta zginęli z rąk Bestii lub opuścili osadę uciekając przed zagrożeniem. Zmarł także ojciec Ottona, hrabia Lothard, którego strawił strach o syna oraz niepokój o bliskich i poddanych mordowanych przez pradawne Zło, które zalęgło się w podziemiach miasta.

Zrozpaczony i osamotniony Otton von Oldenlitz przeklął swych zmarłych krewnych oraz towarzyszy i pogrążył się w odmętach szaleństwa. Całymi miesiącami nie opuszczał popadającego w ruinę zamku i całkowicie stracił zainteresowanie sprawami miasta, które miast korzystać z mądrych rządów Magnusa Pobożnego, powoli staczało się w mrok. W murach osady pleniła się przestępczość i herezje, a straż grodu miast pilnować ładu i porządku bez litości ściągała z poddanych coraz wyższe podatki, które Otton przeznaczał na sobie tylko wiadome cele.

I niewiele zabrakło by wewnątrz rozwijającego się i kwitnącego Imperium miasto Oldenlitz zwiędło i zgniło. Gdy z ulic zaczęły znikać młode kobiety i dzieci, a zmasakrowane ciała odnajdywane były w pobliżu zamku zdesperowani mieszczanie, którzy przetrwali Inwazję Chaosu i terror Bestii nie pozwolili szalonemu arystokracie na kolejne szaleństwo. Na czele buntu mieszczan stanął Andreas Maurer, syn mistrza gildii kamieniarzy Josepha Maurera, który kilkanaście lat wcześniej wykonał stojący na Bazarze Pomnik Pięciu. Dzierżąc pochodnie i oręż mieszkańcy Oldenlitz ruszyli na zamek Schwarzemstein, by obalić obłąkanego władcę.

Niewiele wiadomo o tym, co wydarzyło się w murach zamku. Ci z mieszczan, którzy wyszli z płonącego Schwarzemstein żywi zabrali tajemnice Buntu Rzemieślników, jak nazwali przewrót historycy, do grobów. Powiadają, że buntownicy uniknęli kary przedstawiając władzom dowody herezji i czarnoksięstwa jakie miał uprawiać Otton von Oldenlitz.

Przeprowadzono proces skazując pośmiertnie Ottona von Oldenlitza na śmierć oraz pozbawiając go tytułu i nadań. Mieszczanom polecono w ramach pokuty ufundowanie pomnika upamiętniającego Imperatora Magnusa Pobożnego.

Władzę nad miastem przekazano rajcom miejskim, na czele których stanął przywódca Buntu Rzemieślników Andreas Maurer.

Ufundowany przez mieszkańców Oldenlitz Pomnik Magnusa von Bildhofena, zwanego Pobożnym został wykonany przez miejskich metalurgów i ludwisarzy, którzy odlali figury i tablice z brązu pochodzącego z przetopionych dzwonów oraz armat odnalezionych w ruinach Schwarzemstein.
***
Do złożenia prezentowanego poniżej monumentu użyłem niemal wyłącznie części pochodzących z makiet produkcji Games Workshop, wśród których znalazły się cztery posągi świętych Kultu Sigmara oraz cztery gryfony z zestawu Chapel oraz tablice i płaskorzeźby z Imperial Bastion oraz stojący na szczycie Magnus Pobożny reprezentowany przez model Empire General.

Ponadto, aby jeszcze mocniej oddać klimat uniwersum Warhammer Fantasy ozdobiłem pomnik licznymi czaszkami, świecami i księgami oraz kilkoma innymi bitsami.





















Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.

czwartek, 6 listopada 2014

Oldenlitz, Bazar.

Działo się to dwieście lat przed nastaniem rządów Imperatora Karla-Franza I, a rok po zakończeniu bitwy w czasie której dowodzone przez Magnusa Pobożnego wojska Imperium rozbiły u bram Kisleva przeklęte hordy Niewolników Ciemności, które przybyły z północy by zatopić Stary Świat w odmętach Chaosu.

Gdy dowodzona przez Josefa-Kaspara Geissbacha kompania awanturników rozprawiła się z nękającą osadę Bestią z Oldenlitz wdzięczni mieszczanie postanowili uczcić bohaterów i ufundowali ku ich czci monument zwany dziś 'Pomnikiem Pięciu'.

Posągi, wykonane przez mistrza gildii kamieniarzy Josepha Maurera i współpracujących z nim metalurgów i ludwisarzy, kilka tygodni po nagłym i tajemniczym odejściu bohaterów z Oldenlitz  stanęły na kamiennej kolumnie.

Po krótkich obradach, rada miejsca postanowiła, że pomnik powstanie nad studnią prowadzącą do leża Bestii z Oldenlitz. Wyburzono więc i zasypano studnię, a przy okazji rozebrano kilka położonych w okolicy budynków, które od lat popadały w ruinę. 

Bowiem dwa wieki temu dzielnica w której obecnie wznosi się 'Pomnik Pięciu' zamieszkana była głównie przez miejską biedotę, murwy i wszelkiej maści łotrów, którzy zyski czerpali przeważnie z krzywdy bliźniego. I tak oto, nawet po swoim odejściu Josef-Kaspar Geissbach i jego kompania zmieniali położone w pobliżu Salzenmund miasto.

W miejscu rozebranych budynków powstał plac na środku którego stanął ufundowany przez mieszczan monument. 'Pomnik Pięciu' szybko stał się celem pielgrzymek i wycieczek zarówno mieszkańców okolicznych osad jak i przyjezdnych z dalszych części Imperium, którzy z zainteresowaniem słuchali opowieści o walce z Bestią z Oldenlitz  oraz z fascynacją oglądali posągi wykonane przez rzemieślników z niezwykłym kunsztem i dbałością o szczegóły.

Albrecht Geldstein, który wówczas pełnił zaszczytną rolę mistrza gildii kupców w Oldenlitz szybko wypatrzył w tłumach pielgrzymów możliwość zysku. Kupiec wraz z Josephem Maurerem, mistrzem gildii kamieniarzy wpłynęli na rajców miejskich i uzyskali zgodę na wyburzenie kilku kolejnych budynków stojący w pobliżu 'Pomnika Pięciu'.

W pobliżu targowiska wzniesiono także karczmę 'Pod łbem bestii' oraz zbudowano ufundowaną przez gildię kamieniarzy strażnicę, w której od tamtej pory służbę pełni 'Bractwo Pięciu'. Ta kilkuosobowa finansowana przez radę miejską, wciąż istniejąca organizacja odpowiedzialna jest za konserwację i ochronę monumentu oraz przekazywanie historii o Josefie-Kasparze Geissbachu, Horgarze Tryggsonie, Dwimbarze Kurganssonie, Yuvielu i Theo Haleberrym kolejnym pokoleniom mieszkańców Oldenlitz.

Z biegiem czasu na powstałym wokół monumentu placu pojawiły się stragany w których zrzeszeni w gildii kupców handlarze oferowali głównie żywność, alkohol i wszelkiej maści używki, które cieszyły się sporym powodzeniem wśród odwiedzających miasto pielgrzymów.

Mijały lata, liczba wędrowców odwiedzających monument zaczęła się zmniejszać, a historia o pogromcach Bestii z Oldenlitz, pomimo wysiłku 'Bractwa Pięciu' zajęła swe miejsce wśród innych legend i gawęd związanych z miasteczkiem Oldenlitz.

I choć pomnik wciąż wznosi się nad placem targowym, choć monument uniknął zniszczenia podczas Burzy Chaosu, to żyjący obecnie w Oldenlitz mieszczanie z rzadka spoglądają w jego stronę. 

Cóż, może gdyby ktoś z kupujących na bazarze poświęcił chwilę zauważyłby, że pomimo nieurodzaju, wojny i wszelkich innych klęsk trapiących w ostatnich latach północne rubieże Imperium, oferowana na targowisku żywność nadzwyczaj długo zachowuje świeżość, a przyrządzone z niej potrawy są nadspodziewanie smaczne i sycące. A może to woda z Mglistych Wzgórz?
- Pomnik Pięciu, Historia i legendy Oldenlitz

Dziś mam dla szanownego państwa-draństwa zdjęcia Bazaru. Jest to pierwszy ze skończonych modułów, który wejdzie w skład makiet do miejskiego stołu do Warheim FS. Krótką historię powstania targowiska możecie przeczyta powyżej, a więcej informacji na temat powstawania targowiska znajdziecie na łamach bloga Danse Macabre.
















Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.

poniedziałek, 19 maja 2014

Oldenlitz, Pomnik Pięciu.

Działo się to dwieście lat przed nastaniem rządów Imperatora Karla-Franza I, a rok po zakończeniu bitwy w czasie której dowodzone przez Magnusa Pobożnego wojska Imperium rozbiły u bram Kisleva przeklęte hordy Niewolników Ciemności, które przybyły z północy by zatopić Stary Świat w odmętach Chaosu.

Pozbawione ochrony zbrojnych miasta i osady Nordlandu narażone zostały na ataki kryjących się w mroku lasów Zwierzoludzi i Zielonoskórych. Jednak w rozciągających się pod Oldenlitz tunelach zalęgło się inne Zło. Bowiem zawsze gdy brakuje Prawa, a w ludzkich sercach rodzi się zwątpienie Chaos zaczyna swe władanie.

Późnym latem w miasteczku Oldenlitz zaczęli znikać mieszkańcy. Żebracy, handlarze, rzemieślnicy, miejskie murwy, łotrzy, a nawet szlachta i duchowni. Zło nie wybrzydzało i kilka razy w miesiącu gasiło swój głód mięsem i krwią mieszczan. I już wkrótce ludzie zaczęli obawiać się nocy i deszczu, bowiem zawsze wtedy gdy mrok rozświetlało światło błyskawic Bestia rozpoczynała polowanie. Niektórzy powiadają także, iż w owym czasie Morrslieb, przeklęty księżyc Chaosu, nienaturalnie często wschodził w pełni, a jego plugawe oblicze zdawało się układać w złowrogi uśmiech.

Rajcy miejscy słali gońców do Salzenmund. Jednak w tych mrocznych czasach mieszkańcy stolicy Nordlandu mieli swe własne zmartwienia i nie zaprzątali sobie głowy leżącym w pobliżu Mglistych Wzgórz miasteczkiem.

Opuszczeni i zrozpaczeni mieszczanie zwrócili się zatem z błaganiem o pomoc do Krasnoludów zamieszkujących osady na północy Nordlandu, wyznaczyli nagrodę dla pogromcy Bestii z Oldenlitz, a nawet gdy zginął Prezbiter Sigmara w geście ostatecznej rozpaczy wysłali posłów do Elfów z Lasu Laurelorn.

Jednak Stare Rasy odmówiły pomocy. Klany Krasnoludów broniły wschodniej granicy Nordlandu przed Zielonoskórymi, które zbrojnymi gromadami wychodziły z Lasu Cieni. Z kolei Leśni Elfowie... Cóż, Asrai nigdy nie interesowali się zbytnio losem żyjących w pobliżu Lasu Laurelorn ludzi, których zresztą uważali za niewiele lepszych od szkodników, których przecież bez żalu rozgniata się podeszwą buta.

Ci z mieszczan, którzy posiadali rodziny lub majątki w okolicznych osadach i gotowi byli na trudy podróży rozmokłymi traktami opuścili nawiedzone miasto. W sercach pozostałych w Oldenlitz mieszczan zagościła rozpacz.

Mijały dni, tygodnie i miesiące. Na nic zdało się pieczętowanie, wysadzanie czy zamurowywanie wejść do podziemi. Zło za każdym razem znajdowało nową drogę na powierzchnię. Minęło w końcu lato i rozpoczęła się ponura, deszczowa jesień. Krótsze dni oznaczały dłuższe noce, a mrok sprzyja przecież Ciemności. Ofiary Bestii z Oldenlitz zaczęto liczyć w dziesiątkach.

A gdy jesień przeminęła i milowymi krokami szybko zaczęła zbliżać się surowa północna zima, gdy zdało się, że wszystko zostało stracone do Oldenlitz zawitała kompania awanturników. A niezwykła to była drużyna.

Dowodził nią mag odziany w długie szare szaty i szpiczasty kapelusz, który przedstawił się jako Josef-Kaspar Geissbach. Sztukmistrzowi towarzyszył także odziany w skóry dzikich zwierząt barbarzyńca Horgar Tryggson, który urodził się podobno na północy Kisleva. Towarzyszyło im trzech nieludzi: ponury krasnoludzki Trollobójca Dwimbar Kurgansson, tajemniczy elfi Bard Yuviel oraz pochodzący z Krainy Zgromadzenia Niziołek Theo Haleberry.

Kompania wędrowała ponoć do Lasu Laurelorn, gdzie Yuviel miał przekazać swym krewniakom informacje, które awanturnicy zdobyli walcząc z Hordami Chaosu na północy Starego Świata. Jednak gdy Trollobójca Dwimbar zwiedział się o Bestii z Oldenlitz uparł się i powołując się na przysięgi oraz zobowiązania wymusił na swych towarzyszach by zboczyli z drogi i starli się z nawiedzającym osadę Złem.

Awanturników ugoszczono po królewsku. Rajcy miejscy, pomimo głośnego protestu przewodzącego gildii kamieniarzy Josepha Maurera, przyjęli wędrowców i zakwaterowali ich w gospodzie 'Pod Gryfem i Smokiem', najlepszym zajeździe w mieście. Uczty i zabawy trwały kilka dni. Mieszkańcy Oldenlitz potrzebowali nadziei, którą przyniosła ze sobą kompania awanturników i tłocząc się w oberży słuchali nieprawdopodobnych historii opowiadanych przez Yuviela, zaś wędrowcy cieszyli się możliwością odpoczynku i zebrania sił po długiej i znojnej wędrówce. I tylko mistrz kamieniarzy ostrzegał przed awanturnikami i ostentacyjnie unikał zabawy. Jednak wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Tak było i w tym wypadku, bowiem nocą nad miastem rozpętała się burza, jakiej najstarsi mieszczanie nie pamiętali.

Gdy śpiewaną przez Yuviela balladę o 'Królewnie i Rycerzu' przerwał dobiegający z oddali przeraźliwy krzyk, awanturnicy odstawili kufle oraz kielichy, porzucili misy z mięsiwem, dobyli broni i czym prędzej ruszyli tropem Bestii. A musieli się spieszyć bowiem ulewny deszcz szybko zacierał ślady. I być może stwór po raz kolejny rozpłynąłby się w ciemnościach gdyby nie wyjątkowe umiejętności Leśnego Elfa, który nucąc prastare pieśni pewnie prowadził swych towarzyszy. Awanturnicy przemierzyli niemal całe miasto nim dotarli do starej, zniszczonej studni, która nieużywana od lat stała zapomniana za jednym z opuszczonych domostw.

Śmiałkowie nakazali tym z mieszczan, którzy odważyli się wraz z nimi opuścić gospodę, by czuwali przy studni przez trzy dni i cztery noce, a czwartego dnia, jeśli awanturnicy nie wyjdą z podziemi wysadzili studnię. Po wydaniu rozkazów prowadzona przez Josefa-Kaspara Geissbacha kompania zniknęła w ciemnym szybie.

Minęła pierwsza noc i deszcz przestał padać. Rozpoczął się pierwszy dzień, który zakończył się pięknym zachodem słońca. Rozpoczęła się druga noc, lecz i ta minęła spokojnie. Drugi dzień rozpoczął się mglistym porankiem i szybko zakończył zimnym wieczorem. Chłodna, trzecia noc przeszła w dżdżysty poranek, a ten z kolei w deszczowy dzień, który zakończył się mroźnym wieczorem. Czwartej nocy spadł pierwszy śnieg, a pozostali przy życiu mieszkańcy Oldenlitz nie bacząc na paraliżujący ich strach tłumnie zaczęli gromadzić się w pobliżu studni. Mrok bezksiężycowej nocy rozświetlały ognie pochodni i płonący w stalowych koszach węgiel, jednak zgromadzonym na placu ludziom wraz z każdą mijającą godziną strach zaglądał coraz głębiej w oczy. Bowiem noc choć długa to dobiegała już końca, a awanturnicy nie dawali znaku życia.

Jednak gdy pierwszy z promieni wschodzącego słońca oświetlił świątynne wieże, a mieszczanie zaczęli znosić beczki z czarnym prochem, z głębi studni dobiegły z początku ciche, później głośniejsze krzyki. Kilka pacierzy później po zrzuconych do szybu linach zaczęli wspinać się awanturnicy. Poranieni, głodni, spragnieni i śmiertelnie zmęczeni. Na końcu na powierzchnię wyszli Horgar Tryggson i Dwimbar Kurgansson, którzy ciężko posapując ciągnęli za sobą obwiązany powrozami masywny łeb Bestii. Niektórzy mówią iż czerep należał do Minotaura, inni przysięgają, że z pewnością był to Ogr Chaosu lub Rzeczny Troll, a może nawet plugawy Pomiot Chaosu. Czym faktycznie była Bestia? Dziś trudno to jednoznacznie stwierdzić. Wśród mieszczan nie było przyrodników, zresztą dla mieszkańców Oldenlitz ważne było to, że nękające osadę Zło zostało pokonane.

I znów w umarłym zdało się mieście rozbrzmiały śpiewy i muzyka. Miejscy medycy opatrzyli rany awanturników, a rajcy nie bacząc na zbliżającą się zimę i kurczące się w zastraszającym tempie zapasy żywności urządzili wystawną ucztę na cześć bohaterów. Zabawa trwała wiele dni, a gdy przez kilka następnych deszczowych nocy nikt z mieszkańców Oldenlitz nie zaginął, mieszczanie odetchnęli z ulgą, zaś  mistrzowie gildii kamieniarzy oraz metalurgów i ludwisarzy zaproponowali by zburzyć studnię oraz otaczające ją budynki, a na powstałym w tym miejscu placu wznieść pomnik upamiętniający bohaterów miasta.

I tak też się stało, a kilka dni po zakończeniu uczty mistrz gildii kamieniarzy Joseph Maurer zaprosił awanturników do swej pracowni, gdzie wraz z innymi rzemieślnikami przez wiele godzin projektowali figury. Kilka tygodni później metalurdzy i ludwisarze pokryli misternie wyrzeźbione figury specjalnym stopem brązu, który miał zabezpieczyć pomniki na długie lata.

Niestety bohaterom Oldenlitz nie dane było ujrzeć wzniesionego ku ich czci pomnika, bowiem jak powiedział mistrz gildii kamieniarzy, ledwo skończyli projektowanie figur, drużyna awanturników opuściła jego warsztat i ruszyła w kierunku Lasu Laurelon gdzie Yuviel miał dostarczyć ważne wiadomości.
- Pomnik Pięciu, Historia i legendy Oldenlitz

Dziś mam dla was Pomnik Pięciu, pierwszą ze skończonych makiet do miejskiego stołu do Warheim FS. Fluff szanowne państwo-draństwo może przeczytać sobie powyżej.



Do podstawy Pomnika Pięciu przykleiłem metalowe podkładki pod śruby, a do makiety Małego Rynku/Bazaru przykleiłem magnesy neodymowe, dzięki czemu całość będzie można rozdzielić. A na zdjęciu poniżej pomnik stojący na budowanej wciąż podstawie makiety.


Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.